Dawno nie było posta z zakupami, nie licząc tego z pobytu w Polsce. Przez dwa miesiące uzbierało mi się kilka nowych produktów. Staram się kupowować w pierwszej kolejności produkty z Wishlisty. Część z nowości już otworzyłam i używam, ale niektóre czekają na swoją kolej, bo nie lubię mieć otwartych zbyt wielu produktów do pielęgnacji.
1. Zoeva
Po udanym naszym pierwszym spotkaniu, nie mogło być inaczej i kupiłam kolejne 5 sztuk pędzli oraz na wypróbowanie płyn do ich mycia. Tym razem nie wzięłam zestawu, tylko wybrałam samodzielnie te pędzle, które wydały mi się warte rozważenia. Do mojej toaletki trafiły więc:
- Cream Cheek 128
- Classic Liner 316
- Fine Liner 315
- Luuxe Soft Crease 221
- Defined Buffer 103
2. Origins
"Modern Friction, Nature's Gentle Dermabrasion", peeling do twarzy, który będę używać po skończeniu koreańskiego IOPE. Pewnie kupiłabym coś innego, gdyby nie świetna promocja w skandynawskim sklepie Kicks 128 nok (~65zł).
3. Dior
W końcu udało mi się dorwać Diorkowy HydraLife BB pod oczy, w dodatku w promocyjnej cenie.
4. MAC
Myślałam, że kolekcja MAC Alluring Aquatic Collection mnie powali i wyniosę ze sklepu całą, ale tak się nie stało. Widziałam na żywo, pomacałam piękne opakowania i nic nie kupiłam. W ramach pocieszenia w moje ręce trafiły:
- pędzel 159
- cień PaintPot Painterly
- szminka w odcieniu Sweetie
- pojedyncze cienie Club i Filament
5. GlamGlow
Dwie oczyszczające maski do twarzy: biała i czarna. Trafiła się okazja na blush.no 2 sztuki w cenie 1, więc musiałam je kupić ;) Będą na później.
6. Wygrana u inesbeauty.pl
Lakier Kiko w pięknym fioletowym odcieniu. Obawiałam się go trochę, ale po pierwszym pomalowaniu zakochałam się w nim i mogłabym nosić go na zmianę z Essie lapiz of luxury. W skład nagrody wchodziła jeszcze cudowna malutka kosmetyczka Balmain i kilka miniaturek perfum Extatic oraz maskara Estee Lauder. Były jeszcze słodkości, które już dawno zniknęły ;) Jak by tego wszystkiego było mało, w paczce znalazłam balsam do ciała Honey od Marca Jacobsa! Dzięki wielkie Aga :*
7. YSL
Odkąd zobaczyłam błyszczyk Gloss Volupte 202 na blogu beautyness.pl, to wiedziałam, że kiedyś będzie mój. Natomiast kolor 102 doszedł dość niespodziewanie i głównie ze względu na zawarte w nim miliony złotych drobinek drobinek.
8. Lime Crime
Te z Was, które mają przetłuszczające się powieki doskonale wiedzą, że znalezienie dobrej bazy pod cienie nie jest proste. Tym razem postawiłam na firmę Lime Crime i tym samym wykreśliłam kolejną rzecz z Wishlisty. Powiem tylko, że w życiu nie myślałam, że jakaś baza mnie zadowoli, a ta przeszła moje oczekiwania. Będzie osobny wpis o niej wkrótce.
9. Mizon
Maska do twarzy Pore Clearing Volcanic. Cudo kupione na ebay za nieduże pieniądze. Oczyszcza i ściąga pory w 10 minut!
10. Ella Bache
Skin Revealing Polar Gel Toner, czyli żelowy tonik do twarzy. Kolejna rzecz, którą kupiłam w ciemno na strawberry.net i nie żałuję. Ten tonik to ukojenie i nawilżenie w jednym. Mam wrażenie, że budzi moją skórę do życia.
11. Sue Devitt
"Microquatic prime target intensive eye treatment", to taki żel - primer pod oczy w kredce. Noszę go w torebce i w razie potrzeby używam. Kupiłam na strawberry.net w przyjemnej cenie.
Strony
▼
27 maja 2014
LIERAC INITIATIC lekki krem przeciwzmarszczkowy do skóry normalnej i mieszanej
Buteleczka z kremem Lierac zwiastuje bliski koniec. Tak się do tego kosmetyku przyzwyczaiłam, że nie ma ochoty próbować niczego innego. Kupiony w polskiej aptece przybył do mnie w paczce i czekał na swój moment. Otworzyłam go zaraz po skończeniu kremu NUXE i od tego czasu używam jedynie rano.
Zmarszczki powstają z powodu uszkodzeń mitochondriów, które uczestniczą w produkcji i dystrybucji energii potrzebnej do zapobiegania i redukcji widocznych oznak starzenia się skóry, a seria Initiatic firmy Lierac zawiera peptyd i wyciągi rośline, które mają reaktywować poszkodowane mitochondria.
Wersja mojego kremu jest przeznaczona do skóry normalnej i mieszanej. Ma postać białego mleczka, które dzięki swojej lekkiej formule szybko się wchłania i pozostawia uczucie świeżości na skórze. Dobrze współgra z kosmetykami, ale nie lubi się z kremem do opalania Avene z SPF 30, więc używam ich zamiennie. Krem Initiatic ma intensywny kwiatowy zapach, który mnie się podoba, ale jednak wolałabym by był delikatniejszy. Moja skóra bardzo się z nim polubiła. Zawdzięczam mu brak nowych zmarszczek oraz dzięki temu, że nie zapycha porów skóry, nie pojawiają się niedoskonałości. Jestem z niego bardzo zadowolona i dostałby u mnie maksymalną ilość punktów w swojej kategorii, czyli krem na zmarszczki i dobry do tłustej skóry, gdyby nie kilka wad:
1. Opakowanie.
Jest nim szklana nieprzezroczysta buteleczka z pompką. Końcówka pompki jest za krótka, przez co dużo kremu zostaje na dnie. Jedynym wyjściem wydobycia końcówki kremu jest wygrzebywanie go z buteleczki za pomocą szpatułki.
2. Zapach.
Po prostu zbyt intensywny. Nie mija po rozsmarowaniu kremu na twarzy, tylko towarzyszy jeszcze z godzinę.
3. Brak SPF.
Z taka lekką konsystencją byłby cudownym kremem na lato pod makijaż, gdyby tylko posiadał SPF. Dla mnie jest to bardzo ważna kwestia, ponieważ boję się nowych przebarwień na skórze.
Zmarszczki powstają z powodu uszkodzeń mitochondriów, które uczestniczą w produkcji i dystrybucji energii potrzebnej do zapobiegania i redukcji widocznych oznak starzenia się skóry, a seria Initiatic firmy Lierac zawiera peptyd i wyciągi rośline, które mają reaktywować poszkodowane mitochondria.
Wersja mojego kremu jest przeznaczona do skóry normalnej i mieszanej. Ma postać białego mleczka, które dzięki swojej lekkiej formule szybko się wchłania i pozostawia uczucie świeżości na skórze. Dobrze współgra z kosmetykami, ale nie lubi się z kremem do opalania Avene z SPF 30, więc używam ich zamiennie. Krem Initiatic ma intensywny kwiatowy zapach, który mnie się podoba, ale jednak wolałabym by był delikatniejszy. Moja skóra bardzo się z nim polubiła. Zawdzięczam mu brak nowych zmarszczek oraz dzięki temu, że nie zapycha porów skóry, nie pojawiają się niedoskonałości. Jestem z niego bardzo zadowolona i dostałby u mnie maksymalną ilość punktów w swojej kategorii, czyli krem na zmarszczki i dobry do tłustej skóry, gdyby nie kilka wad:
1. Opakowanie.
Jest nim szklana nieprzezroczysta buteleczka z pompką. Końcówka pompki jest za krótka, przez co dużo kremu zostaje na dnie. Jedynym wyjściem wydobycia końcówki kremu jest wygrzebywanie go z buteleczki za pomocą szpatułki.
2. Zapach.
Po prostu zbyt intensywny. Nie mija po rozsmarowaniu kremu na twarzy, tylko towarzyszy jeszcze z godzinę.
3. Brak SPF.
Z taka lekką konsystencją byłby cudownym kremem na lato pod makijaż, gdyby tylko posiadał SPF. Dla mnie jest to bardzo ważna kwestia, ponieważ boję się nowych przebarwień na skórze.
Kosmetyk polecam dla osób, które tak jak ja chcą mieć krem na pierwsze zmarszczki, w dodatku lekki i nie powodujący dodatkowego świecenia się skóry.
Jego cena waha się w zależności od apteki od 90-120 zł za 40ml.
Mimo, że opakowanie mojego kremu się kończy, to mam jeszcze 3 sztuki jego miniaturek, których termin ważności mnie pośpiesza i zamierzam je zużyć. Pewnie w wakacje będę szukać nowego kremu na małe zmarszczki i jednocześnie dla skóry mieszanej lub tłustej. Jeśli macie jakieś propozycje dla takiej cery, to chętnie o nich przeczytam i wezmę pod uwagę przy zakupach.
25 maja 2014
Wesołe miasteczko w Bergen - Lunds Tivoli
Wiecie, że obecnie gościmy w Bergen wesołe miasteczko? Prawie z każdej strony miasta widać ogromną karuzelę z parasolkami. Obecność Lunaparku jest ważna dla mieszkańców, co widać po kolejkach do kas. Nic w tym dziwnego, ponieważ jest to świetna rozrywka. Zresztą ile można chodzić po górach ;) Lunapark jest objazdowy, ale zawsze można sprawdzić pod linkiem, gdzie aktualnie się znajduje i w jakich godzinach można go odwiedzić. Jako dziecko byłam fanem takich atrakcji, ale teraz moja wyobraźnia nie pozwala mi wsiąść na żadną karuzelę. Trochę szkoda, bo nic tak nie oczyszcza jak dobra dawka adrenaliny. Jestem w stanie skorzystać jedynie z atrakcji, gdy odwiedzam parki wodne, tak jak ten na Teneryfie, o którym pisałam we wrześniu.
By się zabawić na poszczególnych karuzelach trzeba wydać 45 Kr (~23zł). Oczywiście można kupić karnet na więcej przejazdów i wtedy bilety wychodzą taniej. Park został przygotowany z myślą o rozrywce dla całej rodziny. Atrakcji jest bardzo dużo, więc każdy, nawet małe dzieci, znajdą coś dla siebie. Dodatkowo dla tych co nie lubią takich niebezpiecznych wrażeń istnieją loterie, w których można wygrać 2 kilogramową mleczną czekoladę Freia. Fajnie byłoby taką wygrać!
Kiedy wspominam stare czasy, to przypomniało mi się, że nie ma wesołego miasteczka bez samochodów:
Lubicie? Korzystacie z Wesołych miasteczek?
By się zabawić na poszczególnych karuzelach trzeba wydać 45 Kr (~23zł). Oczywiście można kupić karnet na więcej przejazdów i wtedy bilety wychodzą taniej. Park został przygotowany z myślą o rozrywce dla całej rodziny. Atrakcji jest bardzo dużo, więc każdy, nawet małe dzieci, znajdą coś dla siebie. Dodatkowo dla tych co nie lubią takich niebezpiecznych wrażeń istnieją loterie, w których można wygrać 2 kilogramową mleczną czekoladę Freia. Fajnie byłoby taką wygrać!
| Torby, które zawierają różne maskotki. Oczywiście wybiera się je w ciemno. |
| To chyba były zdrapki. |
Lubicie? Korzystacie z Wesołych miasteczek?
22 maja 2014
Dwa produkty marki Nivea, które lubię
Kto nie zna granatowego kremu do Nivea? Mnie ta marka kojarzy się głównie z nim, chociaż nie pamiętam kiedy ostatni raz go używałam. Dzisiaj przedstawię dwa produkty, do których lubię wracać: szampon 2in1 express i mleczko do ciała Express Hydration. Po nazwach od razu możecie zauważyć, że są to kosmetyki, które mają szybko działać - idealne do porannej pielęgnacji.
Szampon z odżywką 2in1express, zawiera ekstrakt z akacji i płynną keratynę. Nadaje się do wszystkich rodzajów włosów. Najbardziej lubię w nim to, że faktycznie szybko działa i nie mam potrzeby używania odżywki. Moje włosy są wygładzone, lśniące, łatwo się rozczesują, ale pewnie jest to zasługa silikonów w składzie. Jego gęsta konsystencja sprawia, że wystarczy kropla do umycia w całości włosów. Powoduje to też ogromną wydajność i szampon za około 10 zł wystarcza naprawie dwa miesiące codziennego mycia. Mam też wrażenie, że sprawia, iż włosy ładniej mi się układają i nie mam potrzeby ich dodatkowego modelowania.
Drugim produktem Nivea jest nawilżające mleczko do ciała w białym opakowaniu. (Moja wersja jest norweska.) Nie dla mnie ciężkie konsystencje maseł, które ciężko się wchłaniają albo olejków, które brudzą pościel. Uwielbiam za to takie delikatne rozwiązania, jak ten kosmetyk. Błyskawicznie się wchłania, więc nie muszę czekać z ubiorem. Dla mnie to ogromny plus, ponieważ nie lubię czekać i nie mam cierpliwości do trudnych kosmetyków. Stosuję go czasami tylko na łydki, a czasami na całe ciało. Podoba mi się w nim też ten charakterystyczny zapach i mam nadzieję, że firma długo przy nim pozostanie. Opakowania zmieniane są często i zawsze jak je kupuję, to zastanawiam się, czy to będzie wciąż to samo mleczko. Nie mam obecnie problemów z nadmiernie suchą skórą ciała, do której ten kosmetyk jest polecany, ale dla mojej normalnej też się nadaje.
Szampon z odżywką 2in1express, zawiera ekstrakt z akacji i płynną keratynę. Nadaje się do wszystkich rodzajów włosów. Najbardziej lubię w nim to, że faktycznie szybko działa i nie mam potrzeby używania odżywki. Moje włosy są wygładzone, lśniące, łatwo się rozczesują, ale pewnie jest to zasługa silikonów w składzie. Jego gęsta konsystencja sprawia, że wystarczy kropla do umycia w całości włosów. Powoduje to też ogromną wydajność i szampon za około 10 zł wystarcza naprawie dwa miesiące codziennego mycia. Mam też wrażenie, że sprawia, iż włosy ładniej mi się układają i nie mam potrzeby ich dodatkowego modelowania.
Drugim produktem Nivea jest nawilżające mleczko do ciała w białym opakowaniu. (Moja wersja jest norweska.) Nie dla mnie ciężkie konsystencje maseł, które ciężko się wchłaniają albo olejków, które brudzą pościel. Uwielbiam za to takie delikatne rozwiązania, jak ten kosmetyk. Błyskawicznie się wchłania, więc nie muszę czekać z ubiorem. Dla mnie to ogromny plus, ponieważ nie lubię czekać i nie mam cierpliwości do trudnych kosmetyków. Stosuję go czasami tylko na łydki, a czasami na całe ciało. Podoba mi się w nim też ten charakterystyczny zapach i mam nadzieję, że firma długo przy nim pozostanie. Opakowania zmieniane są często i zawsze jak je kupuję, to zastanawiam się, czy to będzie wciąż to samo mleczko. Nie mam obecnie problemów z nadmiernie suchą skórą ciała, do której ten kosmetyk jest polecany, ale dla mojej normalnej też się nadaje.
Lubicie produkty Nivea?
20 maja 2014
Pielęgnacja tłustej cery
Jak wiecie moja prawie 30-letnia skóra twarzy często zmienia swoje oblicze, jednak zazwyczaj jest mieszana lub tłusta. Dlatego moja pielęgnacja wymaga ciągłego skupienia i dobierania poszczególnych kosmetyków pod jej aktualne potrzeby. Dla mnie najlepiej by było, by kosmetyki regulowały wydzielanie sebum, nawilżały i działały przeciwzmarszczkowo. Dotychczas nie znalazłam jednak takiej idealnej linii kosmetycznej.
Wieczorny rytuał zaczynam od peelingu ust, przy pomocy produktu z LUSH. Następnie psikam dwie pompki olejku Lierac do demakijażu i zmywam nim twarz i odrobinę oczy. Niestety trzeba obchodzić się z nim ostrożnie, ponieważ gdy dostanie się do oka, to strasznie piecze. W pogotowiu mam więc zawsze płatek nasączony micelem. Olejek Lierac usuwa z grubsza cięższy makijaż i radzi sobie nawet z wodoodporną kredką. Następnie zmywam jego resztki oraz pozostałości makijażu wacikami nasączonymi płynem micelarnym, obecnie firmy Garnier. Później wykonuję peeling twarzy produktem IOPE i na sam koniec wieczornego mycia stosuję tonik, w tej chwili jest to produkt firmy Ella Bache. Czekam chwilę aż się wchłonie i wtedy spryskuję jeszcze twarz wodą termalną. Po tych zabiegach wklepuję serum Advance Night Repair pod oczy z Estee Lauder. Mam 4 ml miniaturkę, która jest bardzo wydajna. Natomiast na twarz i szyję nakładam serum Repair Amino-acid z koreańskiej firmy skin79.
Czasami na koniec nakładam jeszcze krem na noc na przebarwienia Skinoren. Trzy razy w tygodniu robię sobie też maseczki na nos i brodę. W tej chwili używam oczyszczającej maseczki firmy MIZON Pore Cleansing Volcanic Mask. Wierzę, że ta wulkaniczna glinka robi swoją robotę i oczyszcza moje pory.
Natomiast poranki zaczynam od umycia twarzy żelem z wodą firmy Bioderma, następnie przemywam skórę płynem micelarnym i nakładam emulsję dla skóry tłustej Lierac Initiatic lub krem z SPF30 od Avene. Na koniec wklepuję krem pod oczy koreańskiej firmy Skin79 i jestem gotowa, by zacząć dzień.
18 maja 2014
Święta w Norwegii - Święto Konstytucji 17 maja
W Norwegii 17 maja jest dniem wolnym od pracy z powodu narodowego święta grunnlovsdag. Konstytucję podpisano w 1814, więc w tym roku przypadała dodatkowo 200-setna rocznica. Z tej okazji organizuje się pochody i różne atrakcje. Przygotowania do procesji trwają kilka miesięcy, a próby różnych orkiestr można obejrzeć już pół miesiąca wcześniej. Jest to także jedyny dzień w roku, w którym można zobaczyć większość mieszkańców danego miasta, ponieważ prawie wszyscy spędzają ten czas na ulicach.
Oczywiście i mnie nie mogło zabraknąć w tym dniu na ulicach Bergen. Miałam niesamowitą okazję uczestniczyć w wielkim wydarzeniu i świętować razem z Norwegami. W dodatku pogoda dopisała, więc miałabym do siebie wielki żal gdybym w sobotę została w domu, zamiast cieszyć się paradą. Spodziewałam się chyba przemarszu wojska i orkiestry wojskowej (zupełnie nie wiem skąd te skojarzenia ;))
Natomiast pochód był niezwykle interesujący, więc zrobiłam razem z mężem wiele zdjęć. Owszem mundurowi też maszerowali, ale oprócz nich dzieci ze szkół, studenci, służba zdrowia i przedstawiciele różnych norweskich regionów. To co ich wyróżniało to stroje, jak z innej epoki. Kobiety najczęściej były ubrane w tradycyjne stroje - bunady. Mnie i tak najbardziej rozczulały poprzebierane dzieci. Czułam się jak w jakieś fantastycznej bajce. Najlepsze w Norwegii jest to, że nikt się tutaj nie wstydzi swoich korzeni i z dumą nosi narodowe symbole.
Jeśli macie ochotę przeczytać więcej o norweskiej konstytucji to odsyłam Was do Wikipedii.
16 maja 2014
Zoeva - zestaw pędzli do twarzy Classic z kosmetyczką
W moje ręce trafił kolejny produkt z Wishlisty i był to jeden z lepszych zakupów. Uważam, że dobrych pędzli nigdy za dużo i co jakiś czas kupuję kolejne. Niemiecka marka Zoeva chodziła za mną tak naprawdę od stycznia, ale wciąż nie byłam pewna czy warto, ponieważ nigdzie w Norwegii nie można kupić produktów tej firmy stacjonarnie. Będąc w Polsce zaryzykowałam i zamówiłam ze sklepu Mintishop zestaw 6 pędzli do twarzy. Do niego w komplecie została dołączona czarna kosmetyczka z różowym wnętrzem oraz worek (gdzieś się zapodział).
Pędzle wyglądają profesjonalne i porządnie, mają srebrne skuwki i czarne lakierowane rączki. Na każdym z nich widnieje napis do czego są przeznaczone. W opisie producenta można znaleźć wszystkie istotne informacje o zestawie:
- Silk Finish 102 Długość rączki 13,3 cm, włosia 3 cm, średnica 3 cm. (TAKLON)
Jego mocno zbite miękkie włosie pozwala z łatwością nakładać puder w kamieniu lub podkład w kompakcie. Jestem nim zachwycona.
- Luxe Highlight 105 -Długość rączki 13,5 cm, włosia 3,1 cm, średnica 2,1 cm. (WŁOSIE NATURALNE I SYNTETYCZNE)
Ten produkt używam zgodnie z przeznaczeniem, czyli do rozświetlacza. Nie wyobrażam sobie już makijażu bez niego. Według mnie najlepszy z całego zestawu.
- Powder 106 - Długość rączki 11 cm, włosia 4,7 cm, średnica 4 cm. (TAKLON)
Jest w porządku i sprawdza się w roli pędzla do pudrowania. Wydaje mi się jednak, że w tej kwestii lepsze są jednak typu kabuki.
- Pettit Stippling 122 Długość rączki 13 cm, włosia 2,5 cm, średnica włosia 2,3 cm. (TAKLON)
Jest przeznaczony do produktów płynnych i kremowych. Możliwe, ze nadawałby się do różu w kremie, ale takiego nie mam. Próbowałam zastosować go do korektora pod oczami, ale okazało się, że nie jest jednak tym, czego szukam.
- Luxe Sheer Cheek 127 - Długość rączki 12,5 cm, włosia 2,5 - 3,5 cm. (WŁOSIE KOZY)
Do pudrowych róży i bronzerów jest bardzo dobry. Potrafi sobie poradzić nawet z bronzerem Taupe z NYX, któy ma tępą konsystencję. Przy miękkich produktach lubi jednak nabierać ich za dużo i wtedy trzeba uważać, by nie zrobić sobie zbyt mocno rumianych policzków.
- Concealer Buffer 142 - Długość rączki 14,5 cm, włosia 1,5 cm, średnica 1,4 cm. (TAKLON).
Uwielbiam używać do nakładania bazy pod cienie. Myślę też, ze sprawdzi się do cieni kremowych.
- Kosmetyczka - 24 cm x 11 cm x 2,5 cm.
Hmm..Początkowo bardzo mnie rozczarowała, ponieważ jej zamek jest dziwnie wszyty i trudno ją zamknąć. Mąż jednak posmarował ją woskiem i od tego czasu działa dużo lepiej. Zabieram ją ze sobą w torebce, mieści idealnie kilka kosmetyków i pędzelków, które bywają pomocne, gdy czuję potrzebę poprawienia makijażu.
W MintiShop zestaw kosztuje 236,90zł + przesyłka. Na stronie zoeva-shop.de 55 euro + przesyłka, więc polski sklep ma w tym przypadku dobrą cenę.
Podsumowując:
Cieszę się, że zdecydowałam się na kupienie takiego zestawu na początek i mam okazję zapoznać się z Zoevą. Jestem zadowolona z jakości i ułatwienia jakie dają pędzle przy malowaniu twarzy. Mogę Wam spokojnie polecić tą firmę. Żaden pędzelek nie drapie, żaden nie łysieje i w ich przedziale cenowym nie wydaje się, by można było kupić coś lepszego. Oczywiście do produktów MAC dużo im jeszcze brakuje. Od razu widać, że jest to inna półka cenowa, jednak zestaw Classic okazał się na tyle satysfakcjonujący, że zapoczątkował kolejne zakupy pędzli :)
Jego mocno zbite miękkie włosie pozwala z łatwością nakładać puder w kamieniu lub podkład w kompakcie. Jestem nim zachwycona.
- Luxe Highlight 105 -Długość rączki 13,5 cm, włosia 3,1 cm, średnica 2,1 cm. (WŁOSIE NATURALNE I SYNTETYCZNE)
Ten produkt używam zgodnie z przeznaczeniem, czyli do rozświetlacza. Nie wyobrażam sobie już makijażu bez niego. Według mnie najlepszy z całego zestawu.
- Powder 106 - Długość rączki 11 cm, włosia 4,7 cm, średnica 4 cm. (TAKLON)
Jest w porządku i sprawdza się w roli pędzla do pudrowania. Wydaje mi się jednak, że w tej kwestii lepsze są jednak typu kabuki.
- Pettit Stippling 122 Długość rączki 13 cm, włosia 2,5 cm, średnica włosia 2,3 cm. (TAKLON)
Jest przeznaczony do produktów płynnych i kremowych. Możliwe, ze nadawałby się do różu w kremie, ale takiego nie mam. Próbowałam zastosować go do korektora pod oczami, ale okazało się, że nie jest jednak tym, czego szukam.
- Luxe Sheer Cheek 127 - Długość rączki 12,5 cm, włosia 2,5 - 3,5 cm. (WŁOSIE KOZY)
Do pudrowych róży i bronzerów jest bardzo dobry. Potrafi sobie poradzić nawet z bronzerem Taupe z NYX, któy ma tępą konsystencję. Przy miękkich produktach lubi jednak nabierać ich za dużo i wtedy trzeba uważać, by nie zrobić sobie zbyt mocno rumianych policzków.
- Concealer Buffer 142 - Długość rączki 14,5 cm, włosia 1,5 cm, średnica 1,4 cm. (TAKLON).
Uwielbiam używać do nakładania bazy pod cienie. Myślę też, ze sprawdzi się do cieni kremowych.
- Kosmetyczka - 24 cm x 11 cm x 2,5 cm.
Hmm..Początkowo bardzo mnie rozczarowała, ponieważ jej zamek jest dziwnie wszyty i trudno ją zamknąć. Mąż jednak posmarował ją woskiem i od tego czasu działa dużo lepiej. Zabieram ją ze sobą w torebce, mieści idealnie kilka kosmetyków i pędzelków, które bywają pomocne, gdy czuję potrzebę poprawienia makijażu.
W MintiShop zestaw kosztuje 236,90zł + przesyłka. Na stronie zoeva-shop.de 55 euro + przesyłka, więc polski sklep ma w tym przypadku dobrą cenę.
Podsumowując:
Cieszę się, że zdecydowałam się na kupienie takiego zestawu na początek i mam okazję zapoznać się z Zoevą. Jestem zadowolona z jakości i ułatwienia jakie dają pędzle przy malowaniu twarzy. Mogę Wam spokojnie polecić tą firmę. Żaden pędzelek nie drapie, żaden nie łysieje i w ich przedziale cenowym nie wydaje się, by można było kupić coś lepszego. Oczywiście do produktów MAC dużo im jeszcze brakuje. Od razu widać, że jest to inna półka cenowa, jednak zestaw Classic okazał się na tyle satysfakcjonujący, że zapoczątkował kolejne zakupy pędzli :)
14 maja 2014
Krem pod oczy - The Oriental Double Perfection Eye Healer Plus od Skin79
Ostatnio coraz bardziej przykładam się do pielęgnacji delikatnego obszaru na twarzy, jakim jest skóra pod oczami. W końcu za 3 miesiące skończę 30 lat. Jednak znalezienie dobrego kremu pod oczy na dzień w rozsądnej cenie nie jest łatwe. Przeczytałam więc u Sroki o jej azjatyckiej pielęgnacji i zaciekawiona postanowiłam kupić polecany przez nią krem. Używam go już od 2 miesięcy, więc czas wydać o nim opinię.
Skin79 jest koreańską marką, która kojarzy się głównie z dobrymi kremami BB. Już samo opakowanie kremu wygląda atrakcyjnie, ponieważ jest w kształcie białego długopisu ze złotymi elementami. Początkowo było zabezpieczone srebrną naklejką, która utwierdza nas w przekonaniu, że nikt nie otwierał opakowania przed nami. Kosmetyk dozuje się przez poręczną pompkę, która pozwala jednym ruchem uzyskać wystarczającą ilość kremu na skórę pod dwoma oczami. Jest to dla mnie jedna z bardziej higienicznych form dla kremów.
Konsystencja The Oriental Double Perfection Eye Healer Plus jest żelowa i bardzo lekka. W dodatku ma delikatny przyjemny zapach, który nadaje mu otoczkę luksusu. Po nałożeniu go pod oczy czuję lekkie chłodzenie oraz mam wrażenie, że moje poranne zaspane spojrzenie szybko znika. Po chwili żel wchłania się całkowicie i w związku z tym, że nie zauważyłam, by pozostawiał warstwę, od razu nakładam na niego korektor. Zadaniem tego produktu jest zmniejszenie cieni, nawilżenie i wygładzenie zmarszczek. W tych kwestiach pomocą służą składniki aktywne zawarte w kremie, jak arbutyna, adenozyna, mieszanka herbat, kompleks Peptatox, wyciąg z liści grabu japońskiego oraz ekstrakt z kawioru. Skład jest jednak dużo bogatszy i niektórym osobom nie przypadnie do gustu ze względu na parabeny.
Jednak moja skóra pod oczami dobrze reaguje na ten krem. Zauważyłam, że stała się miękka i sińce są mniejsze. Mam też wrażenie, że jest bardziej nawilżona i żaden korektor nie jest w stanie jej teraz wysuszyć. Dodam, że tego kremu używam jedynie rano. Na noc stosuję serum od Estee Lauder, a czasem po południu krem od Sue Devitt. Możliwe, że wspólne działanie tych trzech produktów przyczyniło się do obecnego dobrego stanu mojej skóry pod oczami. The Oriental Double Perfection Eye Healer Plus ma 15ml i na ebay kosztuje około 160kr (~80zł). Myślę, że za taką cenę trudno obecnie kupić dobry krem pod oczy. Dla mnie dużą jego zaletą jest współpraca ze wszystkimi aktualnie używanymi przeze mnie korektorami. Nic się nie waży i nie roluje, więc jestem bardzo z tego powodu zadowolona.
Konsystencja The Oriental Double Perfection Eye Healer Plus jest żelowa i bardzo lekka. W dodatku ma delikatny przyjemny zapach, który nadaje mu otoczkę luksusu. Po nałożeniu go pod oczy czuję lekkie chłodzenie oraz mam wrażenie, że moje poranne zaspane spojrzenie szybko znika. Po chwili żel wchłania się całkowicie i w związku z tym, że nie zauważyłam, by pozostawiał warstwę, od razu nakładam na niego korektor. Zadaniem tego produktu jest zmniejszenie cieni, nawilżenie i wygładzenie zmarszczek. W tych kwestiach pomocą służą składniki aktywne zawarte w kremie, jak arbutyna, adenozyna, mieszanka herbat, kompleks Peptatox, wyciąg z liści grabu japońskiego oraz ekstrakt z kawioru. Skład jest jednak dużo bogatszy i niektórym osobom nie przypadnie do gustu ze względu na parabeny.
Jednak moja skóra pod oczami dobrze reaguje na ten krem. Zauważyłam, że stała się miękka i sińce są mniejsze. Mam też wrażenie, że jest bardziej nawilżona i żaden korektor nie jest w stanie jej teraz wysuszyć. Dodam, że tego kremu używam jedynie rano. Na noc stosuję serum od Estee Lauder, a czasem po południu krem od Sue Devitt. Możliwe, że wspólne działanie tych trzech produktów przyczyniło się do obecnego dobrego stanu mojej skóry pod oczami. The Oriental Double Perfection Eye Healer Plus ma 15ml i na ebay kosztuje około 160kr (~80zł). Myślę, że za taką cenę trudno obecnie kupić dobry krem pod oczy. Dla mnie dużą jego zaletą jest współpraca ze wszystkimi aktualnie używanymi przeze mnie korektorami. Nic się nie waży i nie roluje, więc jestem bardzo z tego powodu zadowolona.
12 maja 2014
Kollevågen - plaże na Askøy, niedaleko Bergen
Dotychczas norweski krajobraz kojarzył mi się głównie z fiordami, górami i morzem. Nie do końca tak jest i w ostatni weekend miałam okazję odwiedzić piękne plaże z rekreacyjnymi kąpieliskami niedaleko Bergen. Znajdują się one na wyspie Askøy, na którą można się dostać mostem. Droga zajmuje około 20 minut samochodem spod mojego mieszkania, więc mam całkiem blisko. Teraz już wiem gdzie będę spędzać upalne weekendy, jeśli takie tutaj bywają ;)
Informacja dla zmotoryzowanych: Na miejscu jest kilka darmowych parkingów dla samochodów, więc nie ma problemu z postojem.
Kąpieliska usytuowane są dookoła zatoki, a plaże są różne: kamieniste, piaszczyste i z trawą, więc każdy znajdzie coś dla siebie.
Na jednej z plaż ustawiony był obóz harcerski. Można było poobserwować zachowanie dzieci, przykładowo dziesięciolatki, które smażyły naleśniki na palniku butli gazowej. Dla mnie coś nie do pomyślenia. Już kolejny raz miałam okazję zobaczyć niesamowitą samodzielność norweskiej młodzieży.
Woda była niesamowicie przezroczysta, więc mogłam obserwować morskie życie, takie jak malutkie meduzy, ślimaki i krabiki. Na plaży nie było też problemu z uzbieraniem różnych muszli. Do szczęścia brakowało tylko kołyszących się palm i cieplejszego morza ;)
Na wyprawę spakowałam też kawę w termosie i domowe drożdżówki z truskawkami upieczone przez męża. Mieliśmy więc wspaniały piknik. Dodatkowo słońce mocno prażyło, więc udało mi się chwilę poopalać na nagrzanym kamieniu.
Informacja dla zmotoryzowanych: Na miejscu jest kilka darmowych parkingów dla samochodów, więc nie ma problemu z postojem.
Kąpieliska usytuowane są dookoła zatoki, a plaże są różne: kamieniste, piaszczyste i z trawą, więc każdy znajdzie coś dla siebie.
Na jednej z plaż ustawiony był obóz harcerski. Można było poobserwować zachowanie dzieci, przykładowo dziesięciolatki, które smażyły naleśniki na palniku butli gazowej. Dla mnie coś nie do pomyślenia. Już kolejny raz miałam okazję zobaczyć niesamowitą samodzielność norweskiej młodzieży.
Woda była niesamowicie przezroczysta, więc mogłam obserwować morskie życie, takie jak malutkie meduzy, ślimaki i krabiki. Na plaży nie było też problemu z uzbieraniem różnych muszli. Do szczęścia brakowało tylko kołyszących się palm i cieplejszego morza ;)
Na wyprawę spakowałam też kawę w termosie i domowe drożdżówki z truskawkami upieczone przez męża. Mieliśmy więc wspaniały piknik. Dodatkowo słońce mocno prażyło, więc udało mi się chwilę poopalać na nagrzanym kamieniu.
Z czym Wam się kojarzy krajobraz Norwegii?










































