Strony

25 lipca 2014

W Bergen - The tall ship races 2014

W ciągu 4 dni (24-27 lipca 2014) moje miasto gości w porcie masztowce z różnych krajów. Sama reprezentacja Polski liczy aż 17 jednostek. Są wśród nich wielkie statki z kilkoma masztami, jak znane Fryderyk Chopin, Iskra czy Pogoria :) Jest to świetna okazja, by zobaczyć je na żywo. Każdego dnia można w wyznaczonych godzinach odwiedzać poszczególne statki, a jest co oglądać. Dodatkowo czas spędzony w Bergen umilają koncerty na dwóch scenach oraz na telebimie. Oczywiście organizatorzy zadbali także o stragany z jedzeniem z całego świata i pamiątkami związanymi z The tall ship races 2014. Wczoraj wieczorem spędziłam w porcie kilka godzin spacerując, oglądając masztowce i zajadając się norweską słodką bułką z cynamonem. Jeśli jesteście z okolic Bergen i nie macie pomysłu na weekend, to wpadajcie na tą wielką imprezę, bo nie wiadomo kiedy będzie kolejna taka okazja. The tall ship races 2014

Polonez i Roztocze





Łódź Wikingów



Dużo duńskich serów

Oblężenie Bryggen przez ogródki

Zachód słońca w porcie w Bergen

20 lipca 2014

Alternatywa dla białej maseczki GlamGlow?

Maski GlamGlow uwielbiam, ale ich normalna cena jest trudna do zaakceptowania. Dlatego wciąż poszukuję zamienników, które w podobny sposób będą dbały o moją trudną cerę. Kupując maseczki do twarzy stawiam na oczyszczające, zwężające pory lub nawilżające. Tym razem trafiłam na Ebay.com na produkt koreańskiej firmy Mizon Pore Cleansing Volcanic Mask, który zawiera 4600 mg popiołu wulkanicznego. Podobno potrafi on związać sześciokrotnie więcej sebum niż jakakolwiek znana glinka. W składzie (na opakowaniu brak INCI po angielsku, a na koreańskich krzaczkach jeszcze się nie znam ;)) dodatkowo umieszczono naturalne składniki wspomagające zwężanie porów i kojące podrażnienia:  żeń-szeń, papaję, bambus i zieloną herbatę.
Maseczka ma gęstą konsystencję kremu w szarym kolorze, zamknięta jest w miękkiej tubie i wyciska się ją przez zdecydowanie za mały otwór. Firma mogłaby zadbać o wygodniejsze opakowanie.
Moja cera jest tłusta, więc bez problemu stosuję tą maseczkę 2 razy w tygodniu od 3 miesięcy. Nie nakładam jej na całą twarz, tylko na miejsca, które są moją zmorą, czyli czoło, policzki, nos i brodę. Po nałożeniu jej na twarz czekam około 10-15 minut aż zastygnie. Dopiero po tym czasie spłukuję ją ciepłą wodą i osuszam skórę ręcznikiem. Po tym zabiegu cieszę się razem z moją skórą zwężonymi porami i cudownym uczuciem gładkiej powierzchni. Byłabym zadowolona z niej w 100%, ale ten wspaniały efekt nie jest trwały i występuje przez krótką chwilę po zmyciu maseczki. W każdym razie maseczka ta narobiła ochoty na dalsze eksperymenty z produktami koreańskimi, więc po wakacjach poszukam czegoś nowego.
Przyznaję, że początkowo bałam się używać, ponieważ przeczytałam opinie w internecie, że może podrażniać, a nawet nasilać zmiany trądzikowe. Jednak nic z tych rzeczy nie zaobserwowałam u siebie.
Do kupienia na ebay (za około 8$) lub w sklepie Sachi (63zł).

17 lipca 2014

Giorgio Armani - nowy cień Eyes to kill macro-color eyeshadow w kolorze dark plum #16


W kolejce czekają inne kosmetyki, które chcę Wam zaprezentować, ale po prostu musiałam się z wami podzielić moim cudownym nowym cieniem od Giorgio Armani. Marka wypuściła 24 kolory (4 z nich nie są dostępne w USA) nowych pojedynczych cieni inspirowanych kolorami pierwiastków występujących w naturze. W wywiadach z Armani możemy przeczytać, że bodźcem do tworzenia nowych kolekcji są dla niego m.in minerały i kamienie. Bogaty wybór, zarówno szalonych kolorów, jak i spokojnych brązów wśród tych cieni, sprawia, że każda z nas znajdzie coś dla siebie.

Cienie występują w 3 różnych wykończeniach: satin, vivid and matte. Skusiłam się na satynowy kolor dark plum #16 po tym jak zobaczyłam go u Temptalii na blogu. Przeczytałam też, ze cień ten jest wyprodukowany w nowej technologii, która wydobywa z niego pigmenty.
Nazwa tego odcienia wyraża dokładnie to jak wygląda, czyli ciemna śliwka, która w dodatku lekko połyskuje odbijając światło. Cień można stopniować, ale trzeba go nabierać bardzo delikatnie i miękkim pędzelkiem, bo jest mocno napigmentowany. Cudownie się rozciera i na bazie Lime Crime trzymał się u mnie cały wieczór. Nie używam go na całą powiekę, tylko tak jak na poniższych zdjęciach nad załamaniem. (Nie jestem makijażystką, więc wybaczcie jakość tego makijażu, ale chcę Wam pokazać, jak fajnie pasuje do niebieskich oczu).
Cena tego cienia nie jest najniższa, ja zapłaciłam 221 kr (około 110 zł), ale szczerze mówiąc, to nigdy nie spotkałam się  z taką jakością, nawet w moich ulubionych cieniach z MAC.

Jeśli chcecie zobaczyć kolor #20, to zerknijcie na blog 4premiere.

Buziaki :*

15 lipca 2014

Lakier do ust YSL Vernis á Levres #24 Fucshia Intemporel - Vintage Collection

Lakier do ust YSL Vernis à Lèvres łączy w sobie trwałość szminki w płynie, intensywność pomadki i blask błyszczyka. Rewolucyjna formuła z etylocelulozą, pielęgnującymi olejkami oraz trwałymi pigmentami sprawia, że usta pozostają niesamowicie gładkie, wyrafinowane i podkreślone kolorem przez wiele godzin.
Jak mogłabym się oprzeć takiemu opisowi? Szukałam przecież kosmetyku, który dałby mocny kolor na ustach, byłby trwały i nie rujnowałby mi portfela jak ukochane Fluid stick DIOR. Kupiłam więc głęboki wiśniowo-fioletowy YSL Vernis á Levres #24 Fucshia Intemporel. Pełna nadziei otworzyłam eleganckie opakowanie, obejrzałam ciekawie wygięty aplikator z gąbką i próbowałam pomalować usta. Nie było to łatwe zadanie, ponieważ intensywny kolor sprawia, że trzeba być bardzo precyzyjnym przy nakładaniu. Użyłam więc uniwersalnej kredki do ust DIOR do obrysowania konturów i dopiero wtedy pomalowałam usta lakierem YSL.
Na ustach wygląda obłędnie i zmienia kolory w zależności od padającego światła. Raz jest mocniej fioletowy, a raz bardziej czerwony. Trochę się lepi, zwłaszcza w kącikach, ale to prawie nic w porównaniu ze zwykłymi błyszczykami. Nosiłabym go codziennie, gdyby nie jeden problem...Za każdym razem znika z ust na środku i gromadzi się w kącikach, więc co chwilę zerkam w lusterko czy wciąż wyglądam dobrze. Strasznie tego nie lubię, ponieważ wolę, gdy produkty do ust, zwłaszcza w takich mocnych kolorach, schodzą równomiernie.
Jeszcze jedna ważna kwestia. Lakier do ust od YSL nie wysusza, ale też nie nawilża ust, więc zalecam używanie pod niego ochronnej pomadki.

13 lipca 2014

Ella Bache - tonik żelowy

Tonik, to niby taka zbędna rzecz, a tak naprawdę to on przygotowuje naszą skórę do przyjęcia składników aktywnych z kremu czy serum.  Przez długi czas myślałam, że toniki do tłustej skóry jedynie wysuszają, ale na szczęście trafiłam na żelowy kosmetyk firmy Ella Bache.
Skład:
Nie zawiera alkoholu, ma działanie matujące, zwężające pory i jednocześnie działa energetyzująco na skórę. Jest przeznaczony do skóry tłustej i mieszanej, czyli takiej jak moja.
Tonik zamknięty jest w plastikowej przezroczystej butelce z nakrętką. Ma postać niebieskiego żelu, który pachnie bardzo delikatnie, wręcz kremowo. Nakładam go  tuż po demakijażu, ale przed nałożeniem serum lub kremu przy pomocy wacika, przecierając lekko skórę twarzy i szyję. Nie czekam aż tonik się wchłonie, ponieważ robi to błyskawicznie, zostawiając odświeżoną skórę.
Dodatkowo jest niesamowicie wydajny, ponieważ 200 ml wystarczy mi co najmniej na pół roku. Mam także wrażenie, że dobrze uzupełnia się z moją pielęgnacją i wspiera jej działanie. Dzięki niemu skóra wygląda dużo lepiej i cieszę się, że na niego trafiłam. Gdyby nie on wciąż myślałabym, że toniki tylko przesuszają.
Używacie toników? Jeśli pisałyście o nich recenzje, to proszę zostawcie linka w komentarzu do swojego wpisu na blogu.

10 lipca 2014

Letni wieczorny spacer po Bergen

Lato w Bergen jest piękne. Zwłaszcza, gdy nie pada deszcz i nie wieje silny wiatr, jak to bywa czasem nad morzem. Przeprowadzając się do Norwegii nie spodziewałam się, że tutejszy klimat może być taki cudowny.  Bałam się, że jest tutaj jednak zbyt zimno. Życie jednak to zweryfikowało i obecnie "cieszymy się" upałami około 30 stopni C. W dodatku słońce świeci prawie całą dobę, a to sprzyja wieczornym spacerom. Nie wiem ile kilometrów zrobiłam w ciągu ostatnich tygodni, ale myślę, że nigdy dotąd tylu nie przeszłam w takim krótkim czasie. Spaceruję najczęściej z mężem. Jest to taka nasza chwila na rozmowę, na bycie tylko ze sobą i rozkoszowanie się przepięknym otoczeniem. Nie ma to jak wspominać później wspólnie widziane w wodzie wielkie ryby czy obrośnięte małżami liny w porcie.

Dzisiaj, dzięki temu, że czasem mam ze sobą aparat, mogę zabrać również Was na taką przechadzkę. Mam nadzieję, że te kilka zdjęć powie Wam, jak to jest mieszkać jednocześnie nad morzem i w górach :)
Jeden z tuneli pod Bergen

Ogród botaniczny



Wspólne zdjęcie z mężem :D
Chłopcy trenują ratowanie (woda w morzu ma obecnie około 10-12st C)

Pusta skorupka małży, którą ptak wyrzucił na pomost.


Prawie zachód słońca


8 lipca 2014

Hity z MAC wreszcie u mnie

Ostatnio norweski dystrybutor kosmetyków firmy MAC, drogeria Kicks, zrobiła letnie wyprzedaże, zasypała mnie kuponami i zachęciła promocją -15% na cały asortyment, więc nie mogłam przejść obojętnie koło takich okazji. Tym samym kupiłam kilka rzeczy i prawie wszystkie z nich już użytkuję (oprócz FIX+).
1. Po zakończeniu przygody z olejkiem do demakijażu Lierac, wybrałam się do sklepu The Body Shop, by kupić chwalony przez Was olejek rumiankowy, jednak duża ilość kupujących mnie zniechęciła. Nie przepadam za staniem w kolejce tylko po to, by kupić kosmetyk. Tym samym udałam się do MAC po Cleanse off oil w opakowaniu podróżnym, ale takiego akurat nie było i stałam się posiadaczką pełnowymiarowego kosmetyku 100 ml. Napiszę tylko, że jest to coś zupełnie innego od produktu Lierac i spokojnie zmywam nim makijaż oczu bez podrażnień. Cieszę się, że się na niego zdecydowałam i jeśli będzie się tak dalej sprawował, to skuszę się na niego ponownie.
2. Do pary z olejkiem wybrałam hit internetu, czyli mgiełkę FIX+. Jeszcze jej nie otworzyłam, choć jeśli wciąż będzie tak gorąco, to w końcu się za nią zabiorę. Mam ochotę sprawdzić o co tyle szumu i dlaczego jest taka kosztowna.
3. Dwie szminki: Sequin o wykończeniu Frost oraz Crosswires Cremesheen. Ta pierwsza jest w kolorystyce, w której czuję się najlepiej, czyli taka delikatnie brązowo-różowa. Natomiast Crosswires jest bardziej koralowa i pomyślałam, że będzie idealna na wakacje. Brakowało mi takiego odcienia, ponieważ koralowa szminka Inglot się nie sprawdziła.
4. Cień Blanc Type Matte2, który jest w kolorze nieopalonej skóry. Przepiękny mat, który urzekł mnie już dawno temu. Odkąd go kupiłam używam praktycznie codziennie.
5. Korektor Studio Finish NW20 musiałam kupić, ponieważ zgubiłam mój ulubiony kamuflaż z Artdeco. Jestem nim jednak zachwycona i zastanawiam się czy nie dokupić ciemniejszego koloru gdy opalę mocniej skórę.
6. Puder Mineralize Skinfinish Natural w odcieniu Medium Plus. Używam go czasem zamiast podkładu, ale nie czuję się w nim dobrze, bo jest troszeczkę jeszcze za ciemny. Musi poczekać na opaleniznę.
7. Dwa pędzle: 168 i 109. Oba kupione do używania razem z bronzerem firmy NYX w kolorze taupe, który jest twardy i trudno było znaleźć właściwy jeden pędzel do używania razem z nim. Duet obu pędzli wydaje się idealny. Mam je od niedawna i dziwię się sobie dlaczego 109 wcześniej nie kupiłam.
Macie coś z tych MACowych produktów w swoich kolekcjach kosmetyków?

6 lipca 2014

Laura Mercier - puder sypki utrwalający makijaż - Translucent

Dla posiadaczek tłustej cery, tak jak ja, puder utrwalający makijaż jest konieczny. Bez niego makijaż spłynie po krótkim czasie miejscami z twarzy. Gdy więc usłyszałam, że marka Laura Mercier będzie dostępna w Polsce od razu pomyślałam o kupnie kultowego pudru translucent. Od dawna mnie ciekawił ten kosmetyk. Musiałam jednak cierpliwie poczekać do Wielkanocy, by odwiedzić rodzimy kraj.
Pierwsze wrażenie nie było pozytywne. Zdziwiłam się, że taki drogi kosmetyk ma plastikowe opakowanie, którego nie można całkowicie szczelnie zamknąć. Dotarłam z nim jednak bezpiecznie do Norwegii i od tego momentu są same ochy i achy.
Puder jest w formie miałkiego beżowego proszku, który jest całkowicie niewidoczny na skórze. Na zdjęciu przed i po nie widać różnicy. Nie zobaczycie go na twarzy. Jest, ale jakby go nie było. Okazuje się, że nie jest też widoczny na zdjęciach z flesz. Dotychczas miałam do czynienia jedynie z MAC BlotPowder (świetny, ale nadaje lekki kolor) i z sypkim pudrem Kanebo (za krótko matowi i jest biały).

Skład kosmetyku:
Nie przeszkadza mi jego cena 175 zł (douglas.pl), ponieważ mogę liczyć się z dużą wydajnością i spokojnie starczy mi na wiele miesięcy. W opakowaniu jest go aż 29g!
Używam go na 3 sposoby:
1. Nakładam na całą twarzy przy pomocy pędzelka typu kabuki 120 firmy Zoeva jakby stemplując miejsce po miejscu.
2. Na korektor pod oczy przy pomocy płaskiego pędzla typu skunks firmy MAC 159.
3. Na pomadkę, przy pomocy miękkiego pędzelka 227 firmy Zoeva.
Do tych 3 powyższych zadań sprawdza się świetnie: podkład trzyma się dłużej o kilka godzin, korektor pod oczami nie wchodzi w zmarszczki, a szminka nie znika po godzinie.
Myślę, że dla wielu z was może mieć też znaczenie wykończenie jakie daje. Nie jest to taki typowy płaski mat, ale skóra dzięki niemu wygląda jedwabiście gładko.