Strony

16 stycznia 2015

Shiseido - Pureness głęboko oczyszczająca pianka

Na rynku można znaleźć wiele kosmetyków myjących przeznaczonych do skóry tłustej, ale wśród nich trudno o jednocześnie dobry, łagodny i nie przesuszający produkt. Marce Shiseido to się udało i dzięki temu mogę się cieszyć ich genialną pianką z serii Pureness. Produkt przeznaczony dla cer mieszanych i tłustych ze skłonnością do trądziku, czyli dokładnie dla mojej skóry. Piankę można kupić w wielu drogeriach, więc nie ma problemy z dostępnością. Podstawowa cena w Norwegii to 215kr w Kicks (115zł w polskiej Sephorze) za 100ml i od razu zaznaczę, że ja za swoją sztukę zapłaciłam 126kr (~70zł) w promocji.
Kosmetyk umieszczony jest w elastycznej przezroczystej tubce, z której łatwo go wydobyć. Niby proste opakowanie, ale bardzo funkcjonalne. Produkt ma ciekawą konsystencję gęstego kremu z mikrogranulkami. Pod wpływem wody zamienia się w delikatną piankę, a drobinki się rozpuszczają i nie czuję ich przy myciu twarzy. Wyczuwam też delikatny perfumowany zapach mydlany, który bardzo mi odpowiada. Trudno to wytłumaczyć, ale ta pianka jest zupełnie inna, niż znane mi tego typu produkty innych firm. Głównie chodzi o konsystencję, która jest puszysta, ale inna niż np. pianki firmy Pharmaceris.

Pianki Shiseido używałam tuż po demakijażu olejkiem. Pozwalała mi cieszyć się porządnie umytą skórą, która świeża już tylko czekała na tonik, serum i krem. Zaskoczył mnie także swoją wydajnością, ponieważ wystarczył na 4 miesiące codziennego mycia.

Skład z kartonika:
Jestem zachwycona pianką Shiseido. Używałam jej w początku kuracji z kwasami, z retinolem i był to tak naprawdę jedyny na tyle łagodny produkt, że mogłam nim umyć podrażnioną twarz. Nie zauważyłam jednak, by miała jakiś szczególny wpływ na wypryski czy przebarwienia, ale chyba nie takie jest zadanie produktów do oczyszczania. Według mnie mają po prostu myć i nie podrażniać.
Znacie pianki Shiseido albo innej firmy o podobnej konsystencji? Mam ochotę na kolejną, więc z chęcią dowiem się co polecacie.

9 stycznia 2015

Bumble&Bumble Thickening szampon i odżywka

W poszukiwaniu objętości dla włosów sięgnęłam jakiś czas temu po 3 produkty z serii Thickening firmy Bumble&Bumble. Recenzja serum musi jeszcze poczekać, ponieważ nie wiem co o nim myśleć. Raz jestem zadowolona, a innego dnia totalnie odwrotnie. Zaczekam więc z opinią do końca opakowania. Dzisiaj zapraszam na kilka moich przemyśleń odnośnie szamponu i odżywki. Zaznaczam także, że moje włosy są niskoporowate, w dodatku mieszkam w Norwegii i mam miękką wodę. Myję włosy praktycznie codziennie, zaraz po ćwiczeniach na siłowni.

Opakowania szamponu i odżywki są podobne, oba otwierane są przy pomocy zamknięcia typu "press". Butelki są wykonane z dobrej jakości dość miękkiego lekko przezroczystego plastiku, dzięki czemu w każdej chwili wiadomo ile produktu zostało do końca. Zarówno szampon, jak i odżywka są gęste, więc nie trzeba ich zbyt dużo, by dobrze umyć włosy. Co ciekawe oba opakowania mają 250 ml i skończyły się w jednym momencie! Za to firmie przyznaję plusa :) Zazwyczaj odżywki, z tej samej serii co szampon, są o 50 ml mniejsze (przynajmniej ja mam takie doświadczenia). Mnie taki zestaw starczył na prawie pół roku, ale używałam go na zmianę z innymi produktami do mycia włosów.
Działanie odżywki, które ma nadawać objętość, opiera się na pudrze jedwabnym, który przylega do każdego włosa tworząc między nimi przestrzeń. W szamponie składnikami kluczowymi według producenta są: sok z liści aloesu (nawilża), pantenol (nawilża i chroni włosy) oraz gliceryna (sprawia, że włosy są bardziej miękkie i nawilżone). Za to składnika nadającego objętość nie widzę (może wy znacie się na składach i coś podpowiecie?).
Skład szamponu
Skład odżywki
Moje włosy lubią się z serią Thickening, która faktycznie sprawia, że wyglądają jakby było ich więcej. Po umyciu są puszyste, lekkie i nie potrzebują dodatkowej stylizacji, by wyglądały ładnie. Taka sytuacja ułatwia zadanie, gdy się śpieszę i nie mam czasu bawić się w układanie fryzury.

Na uwagę zasługuje też piękny zapach tych kosmetyków, który przypomina perfumy. Mnie się on bardzo podoba, ale wiem, że nie wszystkim może odpowiadać, więc przed zakupem polecam sprawdzić.

Z obu produktów jestem zadowolona i pewnie ponownie po nie sięgnę, ale nie teraz, tylko poczekam na promocję. W Norwegii butelka szamponu lub odżywki firmy Bumble&Bumble kosztuje około 250 kr (~130 pln). Można je tutaj kupić w wielu salonach fryzjerskich lub internetowych sklepach kosmetycznych.

7 stycznia 2015

Urban Decay - maskara i primer

Miało być tak pięknie! Tusz Urban Decay Perversion w zapowiedziach reklamowych zapowiadał się niesamowicie. Pamiętał, że był sierpień i sklep Feelunique wyświetlił na swojej stronie informację o nowościach, wśród których znalazł się właśnie ten tusz. W dodatku w zestawie z mini primerem do rzęs. Kiedy tylko przyszła paczka od razu otworzyłam tusz i nałożyłam go na rzęsy. Po chwili wyglądałam jak panda z czarnymi plamami pod oczami. Pewnie zastanawiacie się czy próbowałam używać jej dalej...Owszem! Zawsze staram się dawać kosmetykom nowe szanse, zwłaszcza tym, za które zapłaciłam dużo, producent opisuje wspaniałe działanie, a międzynarodowe blogerki się nim zachwycają.

Dołożyłam pod maskarę primer i w jego przypadku nie mam zastrzeżeń. Potrafi sprawić, że rzęsy wyglądają na niesamowicie długie i utrzymują skręt. W dodatku współgra z innymi tuszami, więc jako samodzielny produkt, primer jest świetny i jego mogę spokojnie polecić.
Co do tuszu, to początkowo myślałam, że może trochę podeschnie i nie będzie się rozmazywał. Jednak z czasem nic się w tym względzie nie zmieniło. Wprawdzie wiele obietnic producenta jest spełnionych, jak ta, że rzęsy stają się mocno czarne, iż ma się wrażenie, że są sztuczne. Jednak brak komfortu noszenia, ciągły stres czy nie jestem rozmazana, czy nie odbiły mi się rzęsy na powiece, sprawiają, że moim zdaniem maskara Perversion jest bubelkiem. Dziwię się, że ma tak dużo pozytywnych recenzji. Może mój egzemplarz jest wadliwy?

Tusz zawiera w swym składzie mieszankę białek, aminokwasów, glikogen morski - składniki stymulujące wzrost rzęs. Ekstrakt z miodu głęboko odżywia, elastyna i kolagen morski dbają o ich najlepszą kondycję.Poniżej skład tuszu i primera:
Szczoteczka tuszu niczym innowacyjnym się nie wyróżnia. Jest prosta, sztywna, a włoski ma gęsto ułożone. Wyglądem po prostu przypomina wiele innych maskar.

Miałyście z nim styczność?
Polecacie inne primery do rzęs?

5 stycznia 2015

Denko, czyli zużyte kosmetyki w minirecenzjach

Nie zamierzam porzucać tego miejsca. Dziękuję za wszystkie wiadomości, którymi mnie zasypywaliście podczas mojej nieobecności.
Mimo, że chwilę nie było mnie na blogu, nie znaczy to, że w tym czasie nie używałam kosmetyków. Nic się nie zmieniło i wciąż kupuję nowe i zużywam stare. Dzisiejsze denko to efekt ostatnich 3 miesięcy z poprzedniego roku. W denkowym koszyczku znajdują się zarówno produkty, które polubiłam i z bólem serca się z nimi rozstaję oraz takie, które nie spełniły moich oczekiwań i pewnie już nigdy ich nie kupię.
Po kolei:
- Palmolive Aromatherapy Morning tonic żel pod prysznic o świeżym zapachu cytrusów. Lubię ten kosmetyk i to już moje kolejne opakowanie. Dodam, że od produktów do mycia ciała wymagam jedynie mycia, przyjemnego zapachu i nie wysuszania skóry.
- Phyto Phytobaume Hydration Express Conditioner, czyli odżywka do włosów, której głównym zadaniem jest nawilżenie. Nie darzyłam jej sympatią, ponieważ błyskawicznie przetłuszczała włosy.
- EOS pomadka ochronna o zamachu mandarynki. Najgorszy produkt do ust, z jakim miałam do czynienia, ale tylko ze względu na okropny smak i zapach. Inne smaki EOSów polecam, zwłaszcza sorbet truskawkowy i nowość  smaku waniliowo-kokosowym.
- Organique, Bloom Essence, Cukrowy peeling do ciała. Recenzja.
- Bioderma emulsja ochronna w sprayu. Bardzo dobry kosmetyk, który łatwo nakładał się na skórę i szybko wchłaniał. Z chęcią kupię ponownie.
- Dermalogica Dermal clay cleanser. Kosmetyk, który początkowo mnie nie ujął, z czasem moja skóra go pokochała. Recenzja.
- Amway Body series dezodorant przeciwpotowy w sprayu. Spełniał swoją rolę doskonale oraz szybko się wchłaniał. Jedynym minusem jest dostępność produktów Amway jedynie u przedstawicieli marki.
- Organique masło do ciała dla skóry zmęczonej i pozbawionej energii. Recenzja.
- Lierac Initiatic emulsja nawilżająca na pierwsze zmarszczki do skóry normalnej i mieszanej. Miałam kiedyś pełnowymiarowe opakowanie, a to są miniaturki, które dostałam do zamówienia w aptece. Recenzja.
-GorVita żel aloesowy. Dziwny produkt, w dodatku pełen alkoholu. Zupełnie nie nadaje się do twarzy, ale potrafi ukoić ukąszenie insekta. Nie kupię ponownie i nie rozumiem zachwytów w internecie na temat tego żelu.
- ISANA Med balsam do ciała z mocznikiem. Zapewniał należyte nawilżenie i w dodatku za cenę około 6pln nie mam się do czego przyczepić.
- La Roche Posay krem pod oczy Redermic C. To był dobry produkt, ale ze względu na delikatność tylko na lato i raczej na noc, ponieważ pod makijażem się ważył. Z chęcią kupię jednak inne wersje kremów pod oczy marki LRP.
- KLORANE, odżywka do włosów z owsem. Oprócz plątania włosów nie zauważyłam innego działania. Choć inne produkty Klorane lubię, ten zupełnie mnie nie przekonał.
- WELLA szampon Volume. Nie wiem co jest w tym kosmetyku, ale moje włosy go uwielbiają. Są jednocześnie lekkie i gładkie. Zdecydowanie kupię kolejny raz.
- BURT'S BEES krem do rąk. Nosiłam go w torebce długo i szkoda, że się skończył. Był bardzo poręczny i szybko się wchłaniał. Przynosił ulgę moim dłoniom w nagłej potrzebie. Nie kupię tylko dlatego, że wolę od niego krem do rąk Garnier.
- ESTEE LAUDER miniaturki kremu na dzień DayWear. Wydawały się w porządku, ale mam na oku inne produkty do kupienia, więc pewnie nie skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie.
- CLINIQUE Almost Powder puder matujący do twarzy w kamieniu. Jeden z lepszych jakie miałam. Doskonale matowił moją tłustą skórę latem oraz miał średnie krycie, które można było stopniować. Możliwe, że do niego wrócę, ponieważ nie widzę na rynku godnego zastępcy.
- Kardashian beauty Out to there tusz do rzęs. Uwielbiam całym sercem! Recenzja.
- CZTERY PORY ROKU odżywka do regeneracji paznokci i skórek. Wygodna forma dozowania olejków na paznokcie i skórki. Działała, ale za szybko się skończyła. Szkoda, że nie można dolać do tego opakowania innych olejków.
- GLAMGLOW Supermud, czyli biała maseczka. Recenzja.
Na ostatnim zdjęciu widoczna są jedynie: pełnowymiarowa pusta tubka po kremie do twarzy ROZEX (produkt leczniczy w przypadku trądziku różowatego, który u mnie się nie sprawdził), ogromna ilość próbek, glinka szara z ZIAJA i plastry oczyszczające pory nosa. Z całej tej zużytej gromadki próbek nic mnie nie zachwyciło na tyle, bym chciała obecnie cokolwiek kupić. Nie były to złe zapachy czy kremy, tylko po prostu nie dla mnie.