Strony

28 sierpnia 2013

Teneryfa - pierwsze wrażenie

Obecnie jestem na wakacjach i wokół mnie dużo się dzieje. Na Instagramie i Facebooku na bieżąco dodaję wpisy, więc jeśli macie ochotę, to zapraszam was serdecznie tam.


 http://instagram.com/byizis

Delfiny w Loro Parku na Teneryfie.

Zacznę od tego, że samolot z Wrocławia miał opóźnienie, więc wylecieliśmy prawie godzinę później, czyli około 6 rano. Po drodze zaliczyliśmy międzylądowanie na Lanzarote, gdzie część pasażerów wysiadła oraz dotankowano nam samolot. Poproszono nas o wyjęcie swoich bagaży podręcznych z luku w celu sprawdzenia czy czasem ktoś wysiadający na Lanzarote nie zostawił bomby. W luku został mój kapelusz i stewardess zapytał czy ma go potraktować jako zagrożenie i zdetonować...
Po 7 godzinach lotu wylądowaliśmy na Teneryfie około 12 (tutaj czas jest przesunięty o 1 godzinę do tyłu). Na lotnisku czekał już na nas samochód z wypożyczalni Cicar. Jednak zamiast zamówionego Volkswagena Polo, otrzymaliśmy Opla Corsę. Ma trochę za słabe przyspieszenie na tutejszą jazdę pod górkę, ale mąż świetnie sobie radzi.
Z lotniska pojechaliśmy od razu na najbliższa plażę El Medano, ponieważ nie mogłam sie doczekać, by zobaczyć ocean i zanurzyć w nim swoje stopy. Był zimny, ale jednocześnie piękny, gdy wielkie fale rozbijały się o kamienisty brzeg.

Stamtąd pojechaliśmy zobaczyć Piramidy w Guimar. W przewodniku napisano, że są podobne do piramid Majów, ale stanowią zagadkę skąd się wzięły na Teneryfie.


Następnie skierowaliśmy się do naszego pierwszego hotelu w Puerto de la Cruz, w którym spędziliśmy 5 nocy. Mieliśmy boczny widok z balkonu na ocean.

Nasz apartament w hotelu w Puerto de la Cruz

Do plaży był 1km, ale z hotelu chętnych dowoził darmowy bus. Czarny piasek na plaży wygląda interesująco, lae bardzo łatwo się nagrzewa i bez butów nie da się po nim chodzić.


Playa de Jardin
Delfiny podczas występu w Loro Park.

Widok z samochodu na zachodnie wybrzeże Teneryfy.

21 sierpnia 2013

Wakacyjna kosmetyczka na 2 tygodnie




W ostatnim poście przed wyjazdem prezentuję Wam co ze sobą zabieram na Teneryfę. Starałam się ograniczać, ale sami wiecie, że bywa z tym ciężko. Całość mieści się na szczęście w dwóch kosmetyczkach. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że dużo zabieram, ale tak naprawdę to pozory. Na stoliku jest pielęgnacja moja i męża oraz kolorówka.




Pielęgnacja:

  1. Żel pod prysznic Palmolive Mild & Sensitive.
  2. Antyperspirant Vichy z zieloną nakrętką.
  3. Płyn micelarny BIODERMA Sensibio 100 ml.
  4. Mgiełka truskawkowa do ciała TheBodyShop, która zastępuje mi perfumy.
  5. Pomadka ochronna z SPF z Nivea.
  6. Chusteczki do demakijażu z BeBeauty 25 sztuk.
  7. Kremy do opalania z różnymi filtrami SPF 5 sztuk. Niektóre się kończą, więc dlatego aż tyle.
  8. Balsam regenerujący z Avene. Jest rewelacyjny i uwielbiam jego delikatny zapach.
  9. Pasta do zębów i szczoteczki.
  10. Szampon John Frieda Luxurious Volume, delikatny dla moich włosów. Myślę, że poradzi sobie z oceaniczną wodą.
  11. Odżywka do włosów Loreal Elseve. Używam jej od kilku lat i nigdy mnie nie zawiodła, a nie chcę na wakacjach testować czegoś nowego.
  12. Mgiełka do włosów Jantar firmy Farmona. Pomaga włosom wysuszonym słońcem i sprawia, że łatwiej się rozczesują. Tak naprawdę to lubię jej zapach, który jest specyficzny, lekko ziołowy.
  13. Nawilżający krem do twarzy Avene Hydrance Optumale UV LEGERE SPF 20. Wiem, że mnie nie uczuli i nie sprawi brzydkiej niespodzianki.
  14. Compeed sztyft przeciw odciskom. W razie gdyby moje stopy ucierpiały w sandałkach.
  15. Pilniczek szklany i papierowy.
  16. Dodatkowo kilka próbek peelingów, żeli do mycia twarzy, kremików i małe mydełko.




Na wakacjach rzadko się mocniej maluje, ale pakuję głównie niezawodne kosmetyki, które wcześniej przetestowałam. Używam zawsze pudru w kompakcie, kamuflażu z ArtDeco i błyszczyka. Na specjalne wyjścia dodaję tusz do rzęs, róż na policzki i kolorowe cienie na powieki. Uważam, że na wakacjach wolno więcej i mogę pozwolić sobie na chodzenie z koralowymi cieniami na powiekach.

Kosmetyki kolorowe do makijażu:

  1. Puder CLINIQUE Almost Powder Makeup SPF15.
  2. Puder matujący Blot Powder z M.A.C.
  3. Róż mineralny z M.A.C. Warm Soul.
  4. Tusz do rzęs z Maybelline, Colossal Volum` Express 100% Black. Nie znam lepszego tuszu za taką niską kwotę. Nie jest to wersja wodoodporna.
  5. Paletka kolorowych cieni z Inglot. Różowe, koralowe, łososiowe :D
  6. Cień Dior Twinset beżowy. Szybko znika z powieki, ale łatwo się go aplikuje i rozciera gąbeczką.
  7. Pomadka Inglot w kolorze łososiowym 146.
  8. Baza pod cienie z Inglot.
  9. Błyszczyk do ust z Clarins 05.
  10. Dwa lakiery do paznokci z Loreal czerwony i ciemnoniebieski.
  11. Baza pod lakier i Top Coat z Sephory.
  12. Zmywacz Cree o zapachu wiśniowym. Świetnie zmywa i w dodatku ładnie pachnie.




Kosmetyki męża:

  1. Żel pod prysznic Nivea energy.
  2. Szampon Nivea for men miniaturka.
  3. Krem nawilżający do twarzy Loreal Men Expert Hydra Energetic.
  4. Antyperspirant Vichy Homme.


Wobec powyższego widać, że mężczyźni mają łatwiej w życiu.
Powiedzcie, czy ja czegoś ważnego nie zapomniałam? Mam jakieś takie niefajne przeczucie.
Czy wy też bierzecie tyle kosmetyków ze sobą co ja? Czy to dużo?



19 sierpnia 2013

Teneryfa cz.2 - O ubezpieczeniach w podróży i innych naglących sprawach

Do czwartku czasu coraz mniej. My jak zwykle wszystko na ostatnią chwilę. Były ważniejsze sprawy w ubiegłym tygodniu. Mąż stara się o zmianę pracy i robił po nocach projekt w ramach rekrutacji, więc trzymajcie kciuki, by się udało.

Pozostało nam kilka istotnych spraw:


1. Wymienić złotówki na Euro w kantorze. Część mamy, ale wiadomo, że pieniędzy nigdy za mało. Dotychczas na wakacjach płaciliśmy kartami debetowymi lub kredytowymi, ale tym razem stawiamy również na płatności gotówką. Zawsze zaoszczędzimy kilkaset złotych na spreadzie walutowym.

2. Zarezerwować hotel na kilka dni na północy wyspy, bo od tej części chcemy zacząć zwiedzanie. Szukamy na booking.com, ale na nic nie możemy się zdecydować. Albo daleko od plaży, albo bez parkingu, albo bez WIFI. Za bardzo wybredni jesteśmy ;)

3. Wypożyczyć ostatecznie samochód. W tym momencie mamy auto zarezerwowane w 3 różnych firmach, a żadna z nich do końca nam nie odpowiada. Można w nich bezpłatnie anulować dotychczasowe rezerwacje.
BTW Najlepszy był polecony Polak, który prowadzi na Teneryfie wypożyczalnie samochodów...Zaproponował nam Fiata Pande w cenie, w której inne wypożyczalnie dają auta wyższej klasy. Pewnie taka wysoka cena za możliwość rozmowy po polsku ;)

4. Wydrukować dokumenty podróży i inne potrzebne papiery. Mam zapisane na dysku komputera, więc wystarczy włączyć drukarkę i wcisnąć "drukuj".

5. Zarejestrować się na stronie e-konsulatu, by w razie katastrofy rząd wiedział, że tam jesteśmy i trzeba się nami zająć. W ubiegłym roku był wielki pożar lasów na Teneryfie. Mam nadzieję, że nic złego się nie wydarzy.

6. Wybrać filmy, które będziemy oglądać wieczorem w łożu hotelowym. W końcu mało stresujące zadanie, ale jeszcze nie wiem, który komputer zabierzemy.

7. Dokupić dla mnie tenisówki i lekką kurtkę softshell. Na szczycie wulkanu jest zimno i idzie się po ostrych skałach, zwanych pumeksem wulkanicznym, stąd potrzebne są zakryte buty i coś z długim rękawem.

8. Wybrać do agenta ubezpieczeniowego po extra ubezpieczenie zawierające również pomoc w przypadku sportów ekstremalnych. Mamy już z mężem karty EKUZ z NFZ, które zamówiliśmy pocztą przez internet. Dodatkowo lecąc zagranicę czarterem, w cenie biletu objęto nas podstawowym ubezpieczeniem od następstw nieszczęśliwych wypadków oraz kosztów leczenia na czas pobytu, ale wiadomo, że jest ono na niewielką kwotę i wielu sytuacji nie obejmuje. Wolę dmuchać na zimne niż w razie wypadku zastanawiać się czy stać nas na transport chorego do Polski.

Jak już to spisałam, to zaczęłam czuć lekki stres. Nie zdążymy z tym wszystkim! O czym jeszcze powinnam pamiętać?




Edit. 20.08.2013 godz. 00:18
Wykreśliłam dwa punkty 4 i 7, które dzisiaj udało mi się zrobić. Jutro ciąg dalszy.
Edit. 20.08.2013 godz. 14:20
Wykreśliłam punkt 5 i 6 :)
Edit. 20.08.2013 godz. 21:40
Wszystko zrobione!

18 sierpnia 2013

Liebster Blog Award

Nominacja do Libster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który cię nominował.



Zostałam nominowana przez YlllaNie będę jednak nikogo nominować, ale jeśli macie ochotę to chętnie poczytam też Wasze odpowiedzi. Dajcie znać.

Pytania i odpowiedzi (potraktujcie je z przymrużeniem oka):


1. Co chciałabyś/eś dostać na prezent?


Na tą chwilę pędzel do makijażu brwi z M.A.C. o numerze 208.

2. Jakie jest Twoje ulubione miejsce w Polsce, które zwiedziłaś/eś i polecasz innym?


Warmia i Mazury. Polecam dłuższy pobyt w domku nad Jeziorakiem. Jezioro jest długie i wąskie. Można przepłynąć na materacu na drugi brzeg.

3. Czy trzymasz na pamiątkę książki/zabawki z dzieciństwa?


Nie, ale może coś u rodziców pozostało.

4. Twój najbardziej nieudany "eksperyment" w kuchni to?


Ciasto drożdżowe, ale obiecałam sobie i mężowi, że kiedyś nauczę się je piec.

5. Czy pamiętasz (znasz choć fragment na pamięć) jakiś wierszyk/bajeczkę, który w dzieciństwie opowiadała Ci mama/tata?


Owszem, kołysanki, na przykład taką:

Na Wojtusia z popielnika iskiereczka mruga, chodź opowiem ci bajeczkę, bajka będzie długa. Była sobie cud królewna, pokochała grajka, król wyprawił im wesele, cyt, skończona bajka. Na Wojtusia z popielnika iskiereczka mruga, chodź opowiem ci bajeczkę, bajka będzie długa. Była sobie Baba Jaga, miała chatkę z masła, a w tej chatce same dziwy, cyt, iskierka zgasła.

6. Wolisz jeździć samochodem/autobusem/rowerem czy pieszo?


Zależy jakie odległości, choć jeśli mam czas to wybieram opcję "pieszo".

7. Czy masz jakieś swoje dziwactwo? Jakie?


Mam, ale tu nie zdradzę.

8. Wywołujesz zdjęcia, czy przechowujesz wszystkie na dysku?


Wywołuję zdjęcia i układam w albumach. Na dyskach i w internecie też przechowuję.

9. Jakie gry lubisz?


Nie lubię gier. Z nudów ewentualnie pogram w Traktor digger.

10. Trzy rzeczy i jedna osoba, którą zabrałabyś/zabrałbyś na bezludną wyspę to?


Mąż, czytnik książek Kindle, komórkę z internetem i pomadkę nawilżającą.

11. Co denerwuje cię na odwiedzanych blogach?


Reklamy i zbyt duża liczba intensywnych kolorów.


17 sierpnia 2013

Makijaż wykonany w Perfumerii Douglas


Podczas ubiegłotygodniowych zakupów w Perfumerii Douglas konsultantka zapytała mnie czy chciałabym skorzystać z porady makijażysty i mieć wykonany makijaż dzienny lub wieczorowy. Nie miałam wtedy czasu, ponieważ umówiłam się z koleżanką na ploteczki, ale zaklepałam sobie tą usługę na wtorek 13 sierpnia. O umówionej godzinie pan wizażysta czekał na mnie przy stoisku IsaDory. Obejrzał cerę, kształt twarzy i oczu, a następnie zapytał czy mam jakieś szczególnie życzenia. Może jest coś czego chciałabym się nauczyć w sztuce makijażu? Miłe to było i poprosiłam o makijaż dzienny bez ekstrawagancji oraz wytłumaczenie jak nakładać poszczególne kosmetyki modelujące twarz.
Nie miałam na sobie makijażu, więc nie trzeba było mnie demakijażować ;) Pokazał mi kilka paletek z cieniami IsaDory i wybrałam sobie taką z brązami "Matte Chocolates o numerze 50". Pan wizażysta ucieszył się z mojego wyboru, twierdząc, że tą paletkę lubią też jego koleżanki aktorki...Mężczyzna wie jak połechtać próżność kobiety.


Wykonanie:
Najpierw pan nałożył podkład, potem zrobił makijaż oczu, a następnie zakrył korektorem, to co nie powinno być widoczne, czyli zaczerwienienia i krostki. Później w ruch poszedł bronzer pod kości policzkowe, na nich użył ciepłego odcieniu różu. Pod oczy i nad kości policzkowe nałożył rozświetlacz. Skorygował ciemnobrązowym cieniem brwi i całość przykrył pudrem. Na sam koniec nałożył mi na usta Jelly Kiss numer 52 i błyszczyk 02.



Podsumowując:
Fajna przygoda i nauczyłam się czegoś nowego. Miło spędziłam czas na pogawędce, więc szybko minęło 40 minut, podczas których byłam malowana. Jeśli będę mieć okazję, to wybiorę się jeszcze na takie lekcje. Chciałabym tylko, by w Perfumerii było lepsze światło, ponieważ trudno było mi dostrzec prawdziwe kolory.Przez chwilę myślałam nawet, że podkład na twarzy mam o kilka tonów jaśniejszy niż kolor szyi.  Na zdjęciach wygląda to bardzo ciemno i mam wrażenie, że bronzer wygląda jak plama na policzku.



Makijaż kosmetykami Isadory wykonany przez wizażystę marki po 3 godzinach wyglądał jak na zdjęciu powyżej. Cała się świeciłam, błyszczyk i pomadka zniknęły, ale cienie na brwiach i powiekach jeszcze widać.







Wiecie, że lansuję się na Facebooku?

15 sierpnia 2013

Teneryfa 2013 cz.1


22 sierpnia lecę z mężem na Teneryfę i wracam dopiero 5 września. Termin wakacji nie jest oczywiście przypadkowy, choć na Wyspach Kanaryjskich lato trwa cały rok. W tym czasie wypada nasz pierwsza rocznica ślubu, moje urodziny, moje imieniny i urodziny męża. Trochę świętowania więc będzie. Mąż dostał zakaz kupowania mi drogich prezentów, ale w zamian nie będziemy sobie niczego żałować na wakacjach. Dla mnie to dobry deal :)

Plaża La Teresitas

Nasze tegoroczne wakacje zbliżają się nieuchronnie i do wyjazdu pozostało jedynie 7 dni, a my mamy tylko bilety lotnicze. O Teneryfie marzyłam od dawna, oglądałam zdjęcia wulkanu i delfinów, obiecując sobie, że zobaczę to wszystko na własne oczy. Bardzo dużo słyszałam o każdej z wysp kanaryjskich od znajmoych, którzy mieli okazję je zwiedzić. Sam pomysł tegorocznej wyprawy pojawił się już zimą, gdy przeczytałam, że Teneryfa jest nazywana "Wyspą wiecznej wiosny". Mam dość upałów i ciągłego leżenia plackiem na plaży. To nudne przecież! Na Teneryfie można wiele zwiedzić i wiem, że przez 15 dni nie będę narzekać. Nauczeni doświadczeniem, zamierzamy wypożyczyć samochód na cały okres pobytu, co pozwoli nam nie być ograniczonym dojazdem do ciekawszych i odleglejszych miejsc. Mamy nawet dwie mapy, poglądową i samochodową.



Plan wyprawy zakłada też, że będziemy spali w 3 hotelach w różnych częściach wyspy. Zaczniemy od północy, na której jest kilometrowa plaża z piaskiem z Sahary La Teresitas i ruiny piramid podobnych do Azteków. Później ulokujemy się w części zachodniej, gdzie w pobliżu jest sławne tropikalne zoo Loro Park, w którym będziemy oglądać delfiny i orki. Stamtąd udamy się na południe, które jest centrum rozrywkowym wyspy, zwłaszcza kurort Playa de las Americas. Po drodze odwiedzimy Mascę, czyli wioskę, do której jedzie się krętymi ścieżkami z obłędnymi widokami. Zajrzymy też na olbrzymie klify Los Gigantes, które są obok czarnych plaż Puerto Santiago. Jeden dzień chcemy przeznaczyć na wjazd kolejką na wulkan Teide i jeśli uda się zdobyć pozwolenia, to zajrzymy również do jego środka. W planach jest też park wodny, wycieczka katamaranem w celu podziwiania dzikich waleni oraz jednodniowa wyprawa na sąsiednią Gomerę z samochodem, by zwiedzić również tą małą wyspę.



Zdjęcia w przewodnikach turystycznych i w internecie sprawiają, że już nie mogę się doczekać wyjazdu. Planuję zrobić dużo magicznych zdjęć, by później jesienią wrócić do wspomnień. Coś czuję, że to będą wspaniałe wakacje!


Może ktoś z Was był i poleci, co jeszcze powinniśmy koniecznie zobaczyć na Teneryfie? Co dobrego można tam zjeść?
Jakie macie pomysły na swoje wymarzone wakacje?


13 sierpnia 2013

Farmona - Peeling do ciała o zapachu liczi i rambutanu



Po weekendowym opalaniu na Majorce z moich i męża przedramion zaczęła schodzić skóra. U mnie jedynie się delikatnie rolowała, ale u męża schodziła płatami. Wstąpiłam więc do Drogerii Natury i po małej pomocy ekspedientki, kupiłam łagodny Kremowy peeling myjący firmy FARMONA "tutti frutti". Miałam nadzieję na lekki zapach lub bezzapachowy produkt, ponieważ obawiałam się, że mój mężczyzna nie chciałby pachnieć kwiatkami. Nie było jednak takich, więc wybrałam zapach owocowy.



Według opisu na opakowaniu jest to: " Tropikalne szaleństwo, które wyzwala zmysły! Niezwykle słodkie liczi, uprawiane w Państwie Środka od 2000 lat, to symbol i ulubiony owoc chińskich cesarzy z dynastii Ming. Połączone z soczystym, rześkim rambutanem z Malezji nadaje skórze niespotykany, fascynujący aromat upojnej, letniej zabawy. Peelingujące drobinki jojoba i zmielone łupinki orzeszków macadamia, zanurzone w cudownie lekkim żelu, idealnie wygładzają ciało i usuwają martwy naskórek. Składniki nawilżające i odżywcze pozostawiają skórę doskonale świeżą, jedwabiście gładką."



Peeling mnie nie uczulił, po nałożeniu na mokrą skórę, od razu zmieniał konsystencję z różowego żelu na białą emulsję. Drobinki są wyczuwalne i można delikatnie wyszorować nimi skórę, więc po schodzącej po opalaniu nie ma już śladu. Bardzo polubiłam mycie tym żelem. Używałam go głównie podczas upałów, ponieważ zachwycał mnie jego słodki zapach, który pozostawał jeszcze pół godziny po prysznicu i sprawiał, że czułam się świeżo.



Sam żel jest rzadki, ale miękka i poręczna butelka sprawia, że łatwo wylać potrzebną nam ilość. Opakowanie jest przezroczyste, więc od razu widać ile pozostało do końca, co bardzo lubię.
Zapłaciłam w Drogerii Natura 13,49 PLN za 250 ml, więc cena nie odstrasza przed ponownym zakupem.

Skład dla zainteresowanych:



Peeling Farmony ma jednak jedną wadą, która objawiła się tylko u męża. Przy szorowaniu jego przedramion drobinki z żelu mocno przyczepiły się do włosków i nie chciały się rozpuścić. Mąż nie był zadowolony, gdy przy okazji usuwania tych drobinek, wyrwałam mu kilka włosków. Cóż...






11 sierpnia 2013

Mugga - przeciw ukąszeniom - Nie dajmy się!


Wczoraj tak się na siebie zdenerwowałam...Przez swoje zapomnienie wracałam biegusiem ze spaceru, a za mną chmara komarów. Okropieństwo. Te małe stworzenia są wszędzie. Nawet na Majorce były (jednak tam mały komar to nic takiego, ponieważ mieszkają tam większe obrzydliwe robale...). Wiecie czego zapomniałam? Popsikać ciało MUGGĄ i miałabym przyjemny spacer. Zaistniała sytuacja uświadomiła mi, że warto z wami podzielić się opinią o tym specyfiku na komary.


Producent wyjaśnia, że Mugga to tzw. repelent [repel (ang.) - odpychać, odrzucać], który zawiera substancje o nazwie Deet czyli meta-N,N-dietylotoluamid, związek odstraszający owady, a jednocześnie nie drażniący skóry. Deet został odkryty i opatentowany na potrzeby amerykańskiej armii w 1946 i wprowadzony do obrotu 1957 r.

W rejonach, gdzie owady są nie tylko utrapieniem, ale także niebezpieczeństwem dla zdrowia, ponieważ roznoszą choroby, takie jak malaria, żółta febra,denga i borelioza, Mugga używana jest powszechnie. Podobno zabezpiecza przed ukąszeniem przez 8 godzin.

Skład preparatu:


Mugga znajduje się w plastikowej butelce z atomizerem o pojemności 75 ml. W stacjonarnych sklepach nie widziałam tego preparatu, ale przez internet nie ma problemu, by go kupić. Cena to około 35 pln w zależności od sprzedawcy. Płyn jest bezbarwny i ma charakterystyczny zapach, drażniący nos i oczy. Trzeba uważać, gdzie się go rozpyla.


Początkowo sceptycznie podchodziłam do tego wynalazku, bałam się, że uczuli, a komary i tak będą mnie gryzły. Po pierwszym zastosowaniu, braku skutków ubocznych i nie znalezieniu śladów ukąszeń, wyrzuciłam inne preparaty, które nie były tak skuteczne. Do zapachu się przyzwyczaiłam, a znajomi jakoś wytrzymują ze mną ;) Najważniejsze, że działa i nie muszę uciekać z grilla, kiedy nie da się wytrzymać na dworze, ponieważ ciągle trzeba odpędzać się od owadów.

Dodam, że spray jest też bardzo wydajny. Myślę, że wystarczy na dwa lata dla dwóch dorosłych osób.

A Wy czym chronicie się przed komarami?

9 sierpnia 2013

Sierpień 2013 - zakupy


Miałam już nic nie kupować i skupić się wyłącznie na rzeczach wakacyjnych, potrzebnych na Teneryfie, na którą za niecałe dwa tygodnie wybywam. Nie udało się, ale to nie moja wina, tylko Wasza, drogie blogowiczki. Gdybym nie czytała Waszych postów i nie zapragnęła mieć tych kosmetyków, to dotrzymałabym danego sobie słowa. Zobaczcie, co narobiłyście.


The Body Shop...W czwartek był ostatni dzień promocji na pewne produkty, które musiałam mieć. Stałam się więc szczęśliwą posiadaczką:

1. Mgiełki o zapachu truskawek.



2. Peelingu SPAFIT o zapachu pomarańczy.



3. Żelu SEAWEED PORE PERFECTOR (Po recenzji kremu Biodermy Pore refiner, wiecie że borykam się problemem rozszerzonych porów).


Moje paznokcie wołały o pomstę do nieba, ponieważ lakiery o intensywnych kolorach zabarwiły płytkę. W Sephorze konsultantka doradziła mi ich markowy produkt, w cenie 29 pln. Ciekawa jestem jak się sprawdzi. Jest to zarówno baza pod lakier jak i top coat na lakier. BTW W Sephorze jest promocja polegająca na tym, ze przy zakupie dwóch produktów marki Sephora, na drugi jest zniżka, chyba 30%.


Dodatkowo nie mogłam przejść obojętnie obok błyszczyko-pomadek z Clarins w Perfumerii Douglas. Promocja - 49 pln za sztukę, piękne kolory, słodki zapach i same zachwyty z blogosfery.




Szerokim łukiem ominęłam Super-pharm, ale myślę, że jeszcze tu wrócę w przyszłym tygodniu...Będę też ponownie w Douglas na darmowym makijażu z okazji Festiwalu Piękna, to pewnie znów coś z kolorówki wpadnie do koszyka. Tym razem nie starczyło mi już czasu na salon M.A.C, chociaż nowości czekają, by je obejrzeć na żywo.

Same zobaczcie jakie ciekawe propozycje ma obecnie sklep Douglas. Jakie planujecie zakupy w tym miesiącu?





Zajrzyj do Izis na Facebooku

7 sierpnia 2013

Niespodzianka - nowy czytnik Kindle paperwhite



Uwielbiam czytać. "Czytam dużo…Wykorzystuję tą przypadłość z przerażeniem, bo uzmysławiam sobie, że czasu coraz mniej, a książek coraz więcej. Chciałabym jak najwięcej pochłonąć, zapamiętać i zrozumieć..” Powyższy cytat pochodzi z książki autorstwa Marty Fox "Wielkie ciężarówki wyjeżdżają z morza" i dokładnie odzwierciedla mnie oraz jedną z moich pasji, czyli książki. Nie lubię o nich pisać recenzji i raczej nie będę tego robić na blogu. Wolę napawać się ilością przeczytanych egzemplarzy i poczucia, że nie był to stracony czas. Czytaniem zaraziłam też męża, a że świat idzie wciąż do przodu, oboje czytamy coraz więcej książek elektronicznych, czyli ebooków. Dlatego rok temu w prezencie ślubnym mąż otrzymał ode mnie czytnik książek Kindle Touch (WIFI).


Początkowo myślałam, że to będzie tylko wyjazdowe urządzenie, zabierane z wygodnictwa, gdy nie chcemy targać ze sobą papierowych egzemplarzy, które swoje ważą. Mąż zapałał uwielbieniem do swojego prezentu, odkrył nowe funkcje, które pozwalają mu na przykład na przesyłanie i czytanie artykułów z internetu bez konieczności włączania komputera czy męczenia oczu na tablecie.
Trafiając na ciężki egzemplarz książki, wiecie taki ponad 400 stron, to ręce dostają w kość. Często mnie to zniechęcało. Czasem więc podkradałam mężusiowi urządzenie, by sobie poczytać w spokoju ebooka i nie męczyć dłoni ciężarem, bo taki Kindle waży tylko 212 gramów. Mąż przyłapał mnie na podkradaniu mu czytnika i postanowił, że zrobi mi niespodziankę. Pewnego dnia dzwoni:
  • Jesteś w domu?
  • Jestem.
  • To nie wychodź, bo zaraz kurier będzie u Ciebie.
  • Ale ja nic nie zamawiałam...
  • Odbierz paczkę, bo to niespodzianka dla Ciebie.


Kurier przyjechał i odebrałam małą paczuszkę, zastanawiając się co też mój romantyczny mąż wymyślił? Otwieram, a tu Kindle, tyle, że inny egzemplarz zwany Paperwhite. Jupi! Kochany On! Poniżej zdjęcia nowego nabytku.




Jeśli chodzi o obsługę to jeszcze nie wszystko wiem i chcę kupić na niego jakiś pokrowiec, ponieważ jest taki śliczny i szkoda mi, by się porysował. Może coś polecicie?



Na koniec jeszcze oba urządzenia obok siebie. Mój jest ten czarny Paperwhite, a męża ten srebrny Touch. Główną różnicą jest podświetlany ekran, więc na moim można czytać nawet po ciemku. Myślę, że ta funkcja jest dobra dla rodziców, którzy czytają bajki na dobranoc swoim dzieciom. Podobno nie psuje to wzroku.