Kolacja świąteczna po norwesku, czyli Julebord

9 grudnia 2013

Budynek restauracji
W sobotę wieczorem miałam okazję uczestniczyć w Julebord w pięknej restauracji Bellevue, która uchodzi za najlepszą norweską kuchnię tradycyjną. Sponsorem spotkania była firma, w której pracuje mój mąż i miło mi było, że w kolacji dla pracowników mogli uczestniczyć również członkowie ich rodzin. W Polsce mój pracodawca kolacje wigilijne organizował jedynie dla pracowników i nigdy nie mogłam zabrać męża.

W Bergen Julebord zaczynają się od pierwszego weekendu grudnia i trwają do 15 grudnia. Nasza kolacja rozpoczynała się o godzinie 19. W sobotę wieczorem trudno złapać wolną taksówkę, ale jakimś cudem nam się udało i dotarliśmy prawie na czas. Okazało się, że restauracja Bellevue jest na stoku góry, więc z jej okien widać piękną panoramę Bergen. Było też dużo śniegu, co tylko spotęgowało magiczną atmosferę tego miejsca.

Piękne nakrycia stołów
Najpierw udaliśmy się do szatni, gdzie goście zostawiali kalosze, śniegowce i kombinezony. Mężczyźni poprzebierali się w ciemne garnitury, a kobiety w eleganckie czarne sukienki, głównie do kolan (obowiązywał semi-formal). Następnie powitano nas szampanem i wysokich kieliszkach i na stojąco czekaliśmy na zaproszenie do głównej sali. Mąż przedstawił mnie kilku osobom, więc można było zacząć rozmawiać. Firma jest norweska, ale pracownicy z całego świata, więc konwersacje toczyły się po angielsku.

Rysunki na ścianach restauracji
W głównej sali stały stoły okrągłe ośmioosobowe i przystrojone elegancko jak na wesele w Polsce. Na środku stał stroik z pięknymi świeżymi kwiatami pomieszanymi z szyszkami sosnowymi. Bajecznie to wyglądało. Kelnerzy co chwilę podchodzili i uzupełniali kieliszki z wybornym winem i innymi napojami. Można było wybierać pomiędzy kilkoma rodzajami wina i piwa oraz napojami bezalkoholowymi.

Szwedzki stół z przystawkami
Okazało się, że tutaj przyjętym zwyczajem są szwedzkie stoły z jedzeniem. Nasz cały stolik udał się więc po przystawki. Było na bogato! Były tak wszelkie owoce morza: homary, ostrygi, langusty, krewetki oraz małże podane na wiele sposobów.

Świeże ostrygi
Dodatkowo królowały przysmaki z renifera, łosia, bycze policzki, jakieś sałatki, carpaccio i ryby. Na moim talerzu znalazły się głównie produkty z renifera oraz ostrygi, które po prostu chciałam w końcu spróbować i się nie zawiodłam.


Po przystawkach było danie główne, do którego podano na poprawę trawienia mocny norweski alkohol-Akvavit. Na stołach zagościły: Pinnekjøt - żebra baranie gotowane, wędzone i mocno zasolone podawane z purre z brukwi, juleribbe - żebra wieprzowe razem z ponacinaną w kratkę skórą pieczone kilka godzin podawane ze startymi burakami oraz lutefisk - suszony dorsz maczany w ługu i następnie gotowany podany z puree z zielonego groszku, musztardy i skwarkami z wędzonego boczku. Spróbowałam każdego z tych dań, by wiedzieć jak smakują norweskie święta, ponieważ właśnie te dania jadają Norwedzy na kolację wigilijną. Osobiście najmniej smakowało mi pinnekjøt, ponieważ nie lubię bardzo słonych dań. Lutefisk się obawiałam, ale zupełnie niepotrzebnie. Nie umiem jednak opisać smaku tej ryby, ponieważ nie można go do niczego porównać. W każdym razie polecam :)

Lutefisk
Następnie pojawił się na szwedzkim stole różnorodny wybór deserów, w tym ciasta czekoladowe, z owocami, z mleczną pianką, risgrot (pudding ryżowy) z sosem malinowym, świeże owoce i lody. To była najlepsza część dla takiego łasucha jak ja. Spróbowałam każdego smakołyku.

Mój deser
Na sam koniec, około 1 w nocy, podano kawę oraz koniak i zaproszono na tańce. Jednak ja z mężem i naszym kolegą zamówiliśmy taksówkę, która zawiozła nas do domu. Mieliśmy już dość wrażeń jak na ten wieczór.
Sporo osób nie przyszło, mimo, że wcześniej deklarowali chęć udziału w spotkaniu. Podobno niektóre osoby się rozchorowały, a niektóre wystraszyły się śniegu. Niech żałują, bo stracili naprawdę cudowny wieczór w doborowym towarzystwie.

*Część zdjęć pochodzi ze strony reklamowej restauracji 

69 komentarzy

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...